Justyna i Kacper

Ostrzegam. To będzie bardzo długi wpis i będzie tu też bardzo dużo zdjęć.

To był wyjątkowy dzień, na tyle, że do tej pory jestem szczęśliwy, że mogłem brać w nim udział. Działo się bardzo dużo, ale najwięcej to było emocji, a były wszystkie, łzy radości, łzy wzruszenia, łzy bólu, potem znowu ogrom szczęścia. Jestem raczej silnym facetem, ale tutaj kilka razy musiałem oczy wycierać… A było to tak ;). Fryzurę i makijaż tworzył Marek Bogdziewicz, który niestety niedługo nas opuszcza – ale to już inna historia… Wyszło skromnie, naturalnie – w sam raz. Kacper za to (Pan Młody znaczy się) szykował się w Boguszach, gdzie później odbywało się wesele, a po jego przygotowaniach wróciłem do mieszkania rodziców Justyny. Najlepsze było to, że kilka dni przed ślubem dostałem telefon od niej, że rodzice ostrzegają, że mieszkanie jest ciemne, że zdjęcia będą beee i że dramat. Nastawiłem się na jakąś jaskinie, a tu więcej światła niż w plenerze 😉 Rodzice lubią chyba czasem poprzesadzać. Jako, że tego dnia były 3 świadkowe to proces ubierania przebiegł szybko, a po chwili dołączył do nas Kacper. No i tu łzy poleciały po raz pierwszy i to w sumie kilka razy… I dobrze, widać było od samego początku, że dzieje się coś ważnego.

DSC_1454

DSC_1457

DSC_1506 copy

DSC_1524

DSC_1526

DSC_1560

DSC_1603

DSC_1607

DSC_1620

DSC_1624

DSC_1656

DSC_1658

DSC_1672

DSC_1683

DSC_1688

DSC_1693

DSC_1696

DSC_1711

DSC_1733

DSC_1753

DSC_1756

DSC_1768

DSC_1775

DSC_1781

DSC_1789

DSC_1795

DSC_1797

DSC_1800 copy

DSC_1801

DSC_1806

DSC_1807

DSC_1819

DSC_1827

DSC_1830

DSC_1834

DSC_1835

DSC_1837

DSC_1838 copy

DSC_1843

DSC_1853

DSC_1863 copy

DSC_1867

Po pięknym błogosławieństwie piechotą ruszyliśmy do parafii pw. Chrystusa Sługi, gdzie odbyła się wyjątkowa ceremonia przy udziale 7 księży (Papież tego dnia nie mógł przylecieć). Kościół przyjemny do fotografowania bo dużo miejsc po bokach gdzie można spokojnie się przemieszczać nie przeszkadzając w mszy – co jest w sumie dla mnie zawsze najważniejsze – ale o tym też swego czasu napiszę, kilka porad jak poruszać się w kościele by nikogo nie wkurzać 😉 No i tu łzy pociekły po raz kolejny, ale tego się można było spodziewać, Kacper za to dzielnie walczył by żadnej nie uronić mimo, że oczy mu się mocno szkliły 😉

DSC_1897

DSC_1905

DSC_1922

DSC_1929

DSC_1933

DSC_1947 copy

DSC_1954

DSC_1956

DSC_1961 copy

DSC_1981

DSC_1986

DSC_1989

DSC_1993

DSC_1998

DSC_2007

DSC_2020

DSC_2028

DSC_2043

DSC_2046

DSC_2085

DSC_2090

DSC_2094

DSC_2097 copy

DSC_2109

DSC_2112 copy

DSC_2114

DSC_2117 copy

DSC_2120 copy

DSC_2126

DSC_2133

DSC_2139

DSC_2155

DSC_2165

DSC_2167 copy

DSC_2171

DSC_2177

DSC_2186

DSC_2199

DSC_2281

DSC_2284

DSC_2285

DSC_2327

DSC_2331

DSC_2338 copy

DSC_2385

DSC_2398

DSC_2410

DSC_2437

DSC_2439

DSC_2485 copy

DSC_2499

DSC_2538

DSC_2581

DSC_2584

DSC_2611

DSC_2613

DSC_2616

DSC_2631

DSC_2647

DSC_2650

DSC_2655

DSC_2700

DSC_2711

DSC_2733

Wesele… no cóż. Śmiem twierdzić, że nie da się tego przebić. Zaczęło się od kapitalnego przywitania gości przez ojca Justyny, odważne żarty, pełen luz i świadomość na co sobie można pozwolić, ale jak się potem okazało to nie były najważniejszego jego cechy. Wesele obsługiwał DJ (którego oczywiście nie pamiętam – jak zawsze zresztą), który zajął się też oświetleniem sali (jeżeli salą można nazwać namiot). Tu trzeba dodać, że DJ idealny, wysoka kultura, ale i pełen luz. Dla mnie na plus. Pierwszy szok wywołało u mnie podziękowanie rodzicom. Pierwszy raz widziałem tak ciekawy film z takim nakładem pracy (chociaż nad wokalem można było jeszcze trochę popracować :P) W stworzeniu filmu pomagał wujek Justyny, któremu też się należą wielkie brawa za to, że umiejętnie współpracował przez cały dzień i sobie nawzajem nie przeszkadzaliśmy w swojej pracy. No ale, jak się okazało po kilku godzinach nie był to jedyny film wyświetlany i można było to zrobić jeszcze lepiej.

Sielankę tuż przed oczepinami przerwał mały wypadek z którego teraz wszyscy się śmieją, ale wtedy nie wyglądało to dobrze. Małe zderzenie w tańcu i kolano najważniejszej kobiety tego dnia zostało troszkę „przemeblowane”. Na chwil kilka czar prysł, trochę jak w Kopciuszku, tylko zamiast karety z dyni przyjechała karetka. Wiele osób podchodziło do mnie bym pstrykał ile wlezie – no ale, zawsze twierdziłem, że nigdy nie chcę być sępem, fotografem, który będzie czerpał korzyć z czyjegoś nieszczęścia. Nie zbliżyłem się do miejsca tej „tragedii” no bo tu właśnie pojawiły się te najmniej lubiane łzy. Zrobiłem z daleka kilka zdjęć nie podnosząc aparatu do oka, pstryknąłem na ślepo z myślą, albo się coś trafi i jak będą chcieli to później te zdjęcia dostaną, jak nie to nie. I tak oto chwil kilka po północy wesele opuścili gospodarze wieczoru. Długo walczyłem ze sobą czy kończyć pracę czy nie, w końcu umowa mówi do oczepin 1/2 w nocy. No, ale co chwila napływały informacje, że chyba jest dobrze, że jeszcze kilka badań, że już zaraz.

Moje oczekiwania na powrót „młodych” zostały odpłacone już kilka chwil później. Ojciec połamańca wniósł ją na wesele około 2:30 no i wtedy też został puszczony kolejny film. Film niespodzianka przygotowany tym razem, przez rodziców Justyny, we współpracy pewnie z połową rodziny. Film, który był nagrywany w różnych częściach kraju – nie wiem jak długo był realizowany film, ale co chwila kręciłem głową, że to niemożliwe by ktoś tak się starał… Pierwszy raz widziałem na zewnątrz taką miłość rodziców do dziecka, taką szczerą, prawdziwą miłość. W tym momencie myślę, że nikt już nie pamiętał o tym, że niedawno była tu jeszcze karetka, że był dramat. Wesele ożyło ponownie, a wtedy rozpoczęły się „tradycyjne” oczepiny. Tu kolejny bardzo fajny detal, oczepiny prowadzili przyjaciele pary młodej. Fajna opcja, łatwiej da się wciągnąć w zabawę gdy namawia do tego kumpel niż jakiś obcy facet ;). No i tu podczas zabawy oczepinowej pomyślałem sobie znowu, że karetka przyjedzie jeszcze raz – męskie tańce w parach zazwyczaj są pełne ewolucji, ale o 3 w nocy nabierają trochę więcej mocy, zresztą będzie to widać na kilku ostatnich zdjęciach z wesela. Oczepiny skończyły się około 4 w nocy, widać już było przez okna namiotu, wschód słońca. No i gdy miałem już się ewakuować, tata znowu dał o sobie znać, piosenka, którą napisał na długo zostanie mi w pamięci – i to tutaj popłynęły kolejny łzy, ale tym razem również u mnie. O czym piosenka nie będę pisał, ale do samego Ełku w samochodzie miałem banana na twarzy. Nie zawsze na własne oczy można zobaczyć prawdziwe szczęście.

DSC_2748

DSC_2767

DSC_2777

DSC_2781

DSC_2786 copy

DSC_2799

DSC_2839

DSC_2850

DSC_2855

DSC_2876 copy

DSC_2879

DSC_2890

DSC_2970

DSC_2976

DSC_3024

DSC_3048

DSC_3053

DSC_3146

DSC_3174

DSC_3184

DSC_3261

DSC_3281

DSC_3357

DSC_3402

DSC_3445

DSC_3471

DSC_3486

DSC_3512

DSC_3536

DSC_3561

DSC_3568

DSC_3574

DSC_3604

DSC_3615

DSC_3635

DSC_3677

DSC_3691

DSC_3747

DSC_3791

DSC_3832

DSC_3842

DSC_3857

DSC_3864

DSC_3882

DSC_3889

DSC_3904

DSC_3925

DSC_3982

DSC_4043

DSC_4049

DSC_4058

DSC_4083

DSC_4089

DSC_4117

DSC_4126

DSC_4200

DSC_4213

DSC_4234

DSC_4274

DSC_4314

DSC_4388

DSC_4410

DSC_4421

DSC_4430

DSC_4436

DSC_4444

DSC_4462

DSC_4483

DSC_4494

DSC_4521

DSC_4525

DSC_4544

DSC_4548

DSC_4552

DSC_4567

DSC_4585

DSC_4629

DSC_4661

DSC_4668

DSC_4683

DSC_4689

DSC_4728

DSC_4747

Na plener czekaliśmy, aż noga dojdzie do siebie, ale jak już się doczekaliśmy to pojechaliśmy w jedne z moich ulubionych miejsc, na górę Bunelkę i na Żabie Oczko, bo czemu nie 😉

DSC_9826

DSC_9820

DSC_9856

DSC_9870

DSC_9874

DSC_9896

DSC_9903

DSC_9919

DSC_9931

DSC_9941

DSC_9953

DSC_9960

DSC_9964

DSC_9984

DSC_0007

DSC_0019

DSC_0036

DSC_0055

DSC_0082

DSC_0088

DSC_0089

To był najdłuższy mój wpis, pod względem treści jak i zdjęć, ale nie dało się tego zostawić tak bez tych słów. Cieszę się, że brałem w tym udział, poznałem tego dnia wielu wartościowych ludzi i wiem do czego sam chcę dążyć gdy nadejdzie na to odpowiedni czas. Dziękuję Wam.

  • Majka

    Cudownie. Zakręciła mi się łezka w oku i przy oglądaniu i czytaniu. Pewnie też trochę dlatego, że sama marzę dokładnie o takiej ceremonii i przyjęciu. Gratulacje pięknej Młodej Parze. A Tobie życzę więcej takich okazji do długich wpisów.
    Pozdrawiam

    • Dokładnie o takim przyjęciu lepiej nie marzyć 😉 Wszystko się spełni tylko trzeba pamiętać, że marzeniom trzeba pomagać. Dziękuje i również pozdrawiam 😉

  • Pingback: Aleksandra i Łukasz – Portfolio fotograficzne()

Skontaktuj się

*

*


Kontakt

Telefon: 503 173 178
Email: info@cwiklewski-foto.pl
Facebook: /jakubcwiklewskifotograf/